Take This Waltz – reż. Sarah Polley

Take This Waltz - reż. Sarrah Polley

Take This Waltz – reż. Sarrah Polley

Dawno mnie bohaterowie filmu tak nie irytowali, ale tak, że żadnego z nich nie polubiłam i aż mnie wzdryga na myśl, że mam coś o tym filmie napisać. A nic tego nie zapowiadało – ładny, kolorowy plakat (zadziwiające, w jak różnych wersjach się na świecie pojawiał, jakby się spece od promocji zdecydować nie mogli albo zabrakło im spójnej strategii), równie barwny trailer, rzadkie u nas kino kanadyjskie, seans w moim ulubionym Klubie Filmowym…

Tytuł celowo zapewne nie był tłumaczony na polski, by zachować zrozumiałe nawiązanie do piosenki Cohena. Pojawia się ona, a jakże, w całości, jako tło bardzo długiej sceny, alegorii życia, jego nieubłaganego upływu, nieuchronnych zdarzeń, nieodłącznego kołowrotka, cykli związków, powtarzalności i schematów, które chcielibyśmy ominąć, licząc i marząc, że można inaczej, a i tak w nie wpadamy. Właściwie ta jedna scena tłumaczy cały film i wybaczcie, że ją poniekąd zdradzam, ale jakoś nie potrafię zachęcić do seansu. Może to nie jest zły film, może gdyby oni byli inni, to bym ich mogła polubić, empatycznie poczuć, a tak ani im nie kibicuję, ani nie współczuję.

Margot, mężatka od paru lat z Lou, z którym tworzy pozornie szczęśliwą parę. Tylko taka jakaś ta para infantylna i bez szacunku dla siebie, pod głupimi niby-żartami na poziomie podstawówki i wiecznymi zapewnieniami o uczuciu skrywająca emocjonalną pustkę. Gdy podczas wyjazdu Margot spotyka tajemniczego, przystojnego Daniela, z którym, jak się jej zdaje, wpada na wyższy poziom porozumienia, a do tego Daniel okazuje się… nowym sąsiadem z naprzeciwka, artystą i rikszarzem, no to wiadomo, że staje się coraz bardziej atrakcyjną alternatywą dla opatrzonego i nieco pospolitego męża, wiecznie przygotowującego potrawy z kurczaka. Kolorowe światełka odlotowej karuzeli i głośna muza kuszą, tylko dziwnie się robi, gdy nagle je wyłączają..

Jeśli chcecie oglądać, to dla lepszego zrozumienia warto od samego początku. I do końca – będzie klamra. Uff, to nie muszę już więcej o nich pisać? Posłucham Cohena, on mi się podobał najbardziej.

Ocena Joan: 5/10

Ocena Joan: 5/10

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Obejrzane 2012 i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *